O wyższości jakości nad ilością

Stwierdzenie nieco wyświechtane, że liczy się jakość, a nie ilość, ale gdy menadżer firmy dostaje plany i cele do zrealizowania, szybko o tym zapomina. Wtedy podejmuje wszystkie dostępne działania, zmierzające do tego, by dotrzeć do jak największej grupy odbiorców, by przyciągnąć jak największą ilość użytkowników, by o konkursie na facebook mówiono licznie i głośno, by fanpage firmy, na obojętnie którym profilu społecznościowym, zgromadził setki, ba! tysiące fanów. I wielka radość ogarnia menadżera, gdy widzi rozpędzony licznik, który, niczym nasz dług narodowy, rośnie w zastraszającym tempie. I cieszy się, i już oczami wyobraźni liczy premię za wyniki… A potem dziwi się, gdy tej premii nie dostaje. I wraca do zapomnianych profili, odgrzebuje zakończone konkursy, analizuje i zastanawia się, gdzie popełnił błąd? Przecież jego akcja marketingowa przyciągnęła tylu widzów!

Widzów, którzy wpadli na chwilę, polubili profil i o nim zapomnieli tak szybko, jak szybko wrócili do swoich obowiązków i ulubionych czynności. W konkursie wzięli udział, bo nagroda była atrakcyjna, ale konkurs dobiegł końca, więc nie ma co powracać na stronę konkursową. Było miło, ale się skończyło. I w ten o to sposób mamy sztucznie rozrośnięte społeczności osób, które odbiły się na liczniku, ale na nic przydały się firmie. Bo po co firmie “fan”, który w istocie nie jest jej fanem? nie lubi produktu (chociaż nawet gdyby nie lubił to byłaby połowa sukcesu, bo przynajmniej by go znał, natomiast wielu dołącza do profili nie znając ani produktów, ani usług danej firmy.), nic nie wie o firmie, nie zna jej klientów. W rezultacie na nic się zdaje taki fan. On nie kupi produktu, on nie będzie adwokatem marki, on nie będzie uczestniczył w życiu społeczności, nie nawiąże znajomości, nie zostanie na dłużej. On prawdopodobnie już nigdy nie wróci do polubionego pod wpływem chwili profilu, ponieważ, tak z czystym sumieniem, to ta firma i profil jej działalności wcale go nie interesują. Ten fan swój czas i zaangażowanie odda tej marce i jej klientom, którą rzeczywiście lubi. Szanuje. Zna.

James Logbo, a brand marketing specialist says: “Online communities should highlight quality, not quantity.”

Dotyczyło to pewnego artykułu o tym, by nie tylko promować statystyki w liczbie postów, zarejestrowanych użytkowników, etc., ale by promować mądrze te posty i tych użytkowników, którzy rzeczywiście mogą świadczyć o danej społeczności. W przypadku miejsc tematycznych, warto promować merytoryczne wypowiedzi, albo użytkowników z zaawansowaną wiedzą i doświadczeniem w danym temacie.  Dlatego, że w dzisiejszych czasach i rozproszeniu miejsc, w których można znaleźć coś dla siebie, liczy się nie ilość,  a jakość. To właśnie ze względu na pomocnych użytkowników i merytoryczne, grzeczne dyskusje, zostaje się na dłużej w danym konkretnym miejscu.

Potencjalny użytkownik rejestruje się na forum najczęściej po to, by uzyskać pomoc w rozwiązaniu swojego problemu. Wielu, po uzyskaniu porady, już tam nie wraca. Ale są tacy, którzy wracają i sami zaczynają się udzielać i pomagać, wchodzą w społeczność coraz głębiej. Zanim jednaj dojdzie do rejestracji, użytkownik zagląda do różnych działów, ocenia częstotliwość odpowiedzi, sprawdza datę ostatniego postu, upewnia się, czy warto zaangażować swój czas na procedurę rejestracji i jakie są szanse na uzyskanie merytorycznej odpowiedzi. I to, najczęściej są kluczowe czynniki wpływające na decyzję. Nie to, że na forum zarejestrowanych jest tysiące forumowiczów, a to, ilu z nich okaże się wartościowych i przydatnych w rozwiązaniu mojego problemu.

Dzięki upowszechnieniu się darmowych rozwiązań, osoby prywatne i mniejsze instytucje, mogą pozwolić sobie na posiadanie własnych kameralnych społeczności. Ludzie, połączeni pasją i zainteresowaniami, odnajdują się we własnym nielicznym gronie, wzajemnie się wspierając i rozwijając. To są właśnie te najaktywniejsze osoby, najcenniejsze dla firmy, których powinno się doceniać na każdym kroku. To właśnie są te osoby, które wracają, które udzielają się, pomagają, mogą w przyszłości zostać zaangażowane do dużego projektu. To jest ta jakość społeczności, dla której warto rozwijać i utrzymywać całe przedsięwzięcie. O tym, między innymi, przekonali się twórcy serwisu www.stephenking.pl

Za przykład wprowadzę społeczność z rodzimego serwisu wielbicieli twórczości Stephena Kinga www.stephenking.pl Bardzo prężnie działająca od wielu lat mikro społeczność, za którą nie stoją wielkie koncerny, ani bogate wydawnictwa. Serwis jest całkowicie w prywatnych rękach, współtworzony przez grupkę adminów, zarządzany i stale rozwijany. Serwis żyje. Żyje ciekawostkami, żyje nowościami. Regularnie organizowane są tam konkursy dla czytelników. Wywiady ze Stephenem Kingiem. W galerii znajdziecie zdjęcia ze spotkania redakcji z Kingiem oraz Joe Hillem. To podstawowe informacje, które zauważycie na pierwszy rzut oka, podczas wcale nie wnikliwej oceny serwisu. Więcej opowiedzą Wam sami jego założyciele w wywiadzie, już za kilka dni. Bądźcie czujni! Licho nie śpi ;)

This entry was posted in Social Media, Wywiady, Zarządzanie społecznością (managing community)). Bookmark the permalink.

Comments are closed.